Marlee's POV
-Bailey nie żyje?! Jak to?! Zaraz po Emmie to moja najlepsza przyjaciółka!! Jak to możliwe?! To jakaś pomyłka!-krzyczałam do Zayna który odwoził mnie do domu.
-Co ja mam ci powiedzieć? Nie wskrzeszę jej. Sorry.
-Mógłbyś okazać współczucie??! I nie sorruj mi tu, tylko powiedz coś pocieszającego!
Jednak zanim zdążył odpowiedzieć byliśmy pod moim domkiem.
-Wal się! -Krzyknęłam jeszcze, po czym trzasnęłam drzwiami samochodu.
Szybko przeszłam przez salon, wybiegłam do swojego pokoju i zaczęłam płakać.
Niall's POV
Cóż. Nie za wiele mam do gadania. Nie znałem Bay prawie wogóle, ale muszę przyznać -smutny nastrój udzielił się nawet mi.
-Ciekawe czemu to zrobiła?-myślała na głos Mary.
Byłem też trochę zły. Dziś miał być nasz wielki dzień a nie Wielki Dzień Śmierci Bailey. Ale życie płata różne figle, i nic na to nie poradzę. A szkoda.
-Niewiem kochanie. Może miała jakieś problemy w domu?
Jechaliśmy autem. Odwoziłem Mary do domu, a sam miałem zamiar pojechać zaraz do Liama. Biedny chłopak. Chciał ją ratować-w sumie skoczenie za nią też nie było mądre, ale rozumiem-impuls. Dzięki Bogu, on żyje.
Zatrzymałem się na czerwonym świetle i jednym uchem słuchałem radia, drugim domysłów Mary, a patrzyłem się na przejście dla pieszych. Nagle ujrzałem wysokiego chłopaka z brązowymi, krótkimi włosami i niebieskimi butami Nike. To mógł być tylko jeden człowiek.
Powiedziałem Mary żeby wzięła moje auto i pojechała do domu, a ja je potem odbiorę i wysiadłem z auta. Pobiegłem do chłopaka ( który już był na chodniku) i poklepałem go po ramieniu. Zdziwiony odwrócił się.
-Niall?! - Z niedowierzaniem zapytał.
-Brian! Kope lat! -przywitaliśmy się po męsku, po czym kątem oka ogarnąłem czy Mary przemieściła się na miejsce kierowcy i czy odjechała. Pojechała.
-Jak tam życie?-zapytał Brian.
-Dziś ja i mój zespół byliśmy w XFactorze. Chyba całkiem dobrze nam poszło.
Brian to mój przyjaciel, znamy się od lat (dokładnie od podstawówki),ale niedawno urwał się nam kontakt. Chłopak kiedyś był gruby i tępy, potem stał się sportowcem w którym kochała się połowa dziewczyn z klasy. Farciarz.
-Konkratulejszyn! Może z tej okazji pójdziemy na piwo?
- Dzięki ale ja nie piję. Co powiesz na kawę? -Zapytałem
-Pewnie. Może teraz? Masz czas?
Przytaknąłem, po czym usłyszałem jakieś dwie dziewczynki.
-Gejfruty, Gejfruty! -Krzyczała ta z brązowymi włosami.
-Hahah Gejfruty level hard! -Mówiła druga, blondi.
Miały może 14-15 lat i pomimo nazwy które nam nadały, poczułem do nich sympatię.
-O, to moje kuzynki. Niall - to Johanna, w skrócie Jo, a tu mamy Amelię. Inaczej Mily.Dziewczyny, to Niall.
-Cześć Gejfrucie. -Powiedziała Mily.
-Pfff co za dziecko. Jestem Jo, tak jak powiedział Brian. -Odpowiedziała Jo.
-A teraz spadajcie -powiedział mój przyjaciel.
-Niech pójdą z nami.-machnąłem ręką.
Kątem oka zauważyłem że dziewczyny się cieszą. Lubię dzieci. Choć tak naprawdę są młodsze tylko 3 lata, i tak są dziećmi. Jak dla mnie.

0 komentarze:
Prześlij komentarz