Niall's POV
Poszliśmy do najbliższej kawiarnii. Wziąłem cappuccino, Brian ciasto czekoladowe, a dziewczyny dietetyczny napój mango. Usiedliśmy przy największym stoliku, obok okna.
-Brian opowiedz, co u ciebie? -zacząłem rozmowę.
-Ojojoj, w ciągu tych 5 lat się dużo zmieniło! Zerwałem z Lilly - podrywała wszystkich chłopaków na około i ja byłem jednym z nich. Potem zacząłem chodzić z Verą. Chodzę też na aikido i mam treningi piłki nożnej we wtorki i czwartki.
-Vera i Lilly? Z podstawówki?!
-Tak. Chodzę z nimi do liceum. A co u ciebie? Kto jest w twoim zespole?
-Pokażę Ci ich wszystkich w najbliższym czasie. Może jutro? Ile czasu zostajesz w Londynie?
-Przyjechałem tu na tydzień. Pojutrze wracam, więc mamy 2 dni. A ty masz jakąś dziewczynę?
-Tak. To bardzo długa historia. Miałem przyjaciółkę, zakochała się we mnie, ja miałem dziewczynę, potem pokochałem tą wcześniejszą, i teraz jeszcze kocham kolejną. To trudne.
-Uuu stary! Musisz mnie z nimi zapoznać! Jak się nazywają?
-Emma, Marlee i Mary.
-I która to twoja obecna dziewczyna?
-Mary. I lepiej nie pokażę Ci ich bo się jeszcze zakochają.
-Haha!
Jo i Mily przysłuchiwały się rozmowie
-Jak tak możesz je wykorzystywać?-Jo krzywo na mnie patrzyła. -Jak możesz dawać każdej z nich fałszywą nadzieję?
-To nie tak...młoda jesteś, nie rozumiesz.
-Ta. Bo ty jesteś starym dziadem -fuknęła Mily.
-Mamy 16 lat wy 18 więc 2 lata to nie jakoś specjalnie dużo - odezwała się ta pierwsza.
-Mówiłem żeby ich nie zabierać?-Brian przewrócił oczami.
Mnie jednak zaintrygowała Jo. Jest taka...inna. I ma taki śmieszny akcent.
-Skąd jesteś? - Zapytałem.
-Ma tatę Irlandczyka a mamę Polkę, i dopiero 3 lata jest w Wielkiej.-odpowiedziała Mily.
-Nie jesteście siostrami? -Zdziwiłem się.
-Nie są. Moja mama ma brata i siostrę. Jo jest jej bratanicą a Mily siostrzenicą.-tym razem odezwał się Brian.
-Tia.
-No.
Rozmowa przestała się kleić, ale w odpowiednim momencie przyszła kelnerka z napojami. Z ulgą zacząłem popijać kawę.
Marlee's POV
Zadzwoniłam na numer Bailey.
-Tu Bailey. Jestem zajęta lub nie widzę że dzwonisz. Oddzwonię potem. -Poczta. Muszę się przyzwyczaić. Tak będzie już zawsze. Dopóki nie dadzą tego numeru innej osobie.
Wreszcie wstałam z łóżka na którym leżałam i powlokłam się do kuchni.
-Boże Mario co się dzieje? -gdy jestem w takim stanie mama od razu wie że coś jest nie teges.
-Bailey nie żyje.
Ona pokiwała głową i mnie przytuliła. Zaczęłam chlipać w jej ramię.

Ciekawy, ale krótki rozdział.
OdpowiedzUsuńCzekam na next
Buziaki i weny życzę
Panna Domka
Dzięki :)
Usuń